Wywiad z Panem inż.Jarosławem Hincem-pracownikiem oraz zarządca 3 elektrowni na rzece Łupawa.



 

Solectwolupawa.pl:Proszę powiedzieć kilka zdań o sobie.

Jarosław Hinc:Z zawodu jestem elektro-energetykiem elektrowni przepływowych.W energetyce pracuję od 1991 roku.Jeśli chodzi o samą pracę w Łupawie to jestem tutaj od roku 1997.W 1998 roku założyłem działalność gospodarczą.Pod swoją opieką (oprócz elektrowni w Łupawie)mam także 2 elektrownie na rzece Łupawa w Łebieniu.Ten elitarny fach przejąłem po zmarłym ojcu,który zajmował się elektrownią w Poganicach.Aktualnie zarządzą nią mój młodszy brat.Można śmiało powiedzieć,że ten zawód przechodzi z pokolenia na pokolenie.Często wracam wspomnieniami do lat dzieciństwa kiedy to chodziłem z tatą do pracy.Mieszkaliśmy jeszcze wtedy w Krzyni a ojciec pracował w elektrowni na rzece Słupia.

Sl:Jak wygląda Pana zwykły dzień pracy?


JH:O godzinie 7:00 zdaje raport do Dyżurnego Operatora Urządzeń Wytwórczych w Słupsku o stanie:mocy czynnej,mocy biernej.Podaje również temperaturę powietrza,grubość pokrywy lodowej,przepływ wody przez turbinę,przepływ jałowy,tangensy.Cała rozmowa odbywa się przez radiotelefon i oczywiście jest nagrywana.

Potem co około 3 godziny prowadzę kontrolę i konserwację urządzeń m.in czyszczenie kraty zabezpieczającej turbinę.

Sl:Znajdujemy się aktualnie w środku elektrowni.Proszę opowiedzieć o tych wszystkich urządzeniach.

JH:Elektrownia wyposażona jest w Turbinę Francisa (1942)która przenosi napęd na przekładnie Voitha i regulator obrotów poprzez skórzane pasy transmisyjne.Wytwarzana przez generator energia elektryczna przesyłana jest do linii wysokiego napięcia nr 311 do Gałąźni Małej.Moc turbiny to 59kW,przełyk 4,25m3/s a roczna produkcja energii to okolo 450000 kWh.Jeśli chodzi o remonty generalne to odbywają się one co 5 lat.



Sl:Co się zmieniło w Pana pracy od czasu kiedy Pan zaczynał kilkanaście lat temu?

JH:Podstawową zmianą jest łączność.Teraz w erze telefonii komórkowej i łączy światłowodowych mam większa swobodę.Drugą rzeczą,która się zmieniła to duży nacisk na ekologię.Tutaj mam na myśli wszystkie środki konserwujące.Ostatnią sprawą,która spędza mi sen z powiek to bobry...a tak konkretnie to efekty ich pracy.Gałęzie i drzewa ścinane przez te zwierzęta często wpływają w turbinę czy też kratę osłaniającą co skutkuję większymi i mniejszymi zatorami.

Sl:czy zdarzyła się w Pana pracy sytuacja,która zapamięta na długo?Jeśli tak, to jaka?

JH:Niespełna rok temu,zimą,wcześniej wspominana krata została zatkana przez śryż czyli lodową kaszę.Wezbrana rzeka znalazła sobie nowy bieg niedaleko zabudowań.Nie doszło na całe szczęście do poważniejszych problemów.Szybka i przemyślana reakcja zapobiegła nieszczęściu.

Zdarzają się też sytuacje tego typu,że wyławiam zagubione rzeczy kajakarzy w sezonie letnim.Ale to tak na marginesie.

Sl:Jeśli już znajdzie Pan chwilę wolnego czasu to...?

JH:Na dłuższy odpoczynek nie mogę sobie pozwolić ze względu na odpowiedzialny charakter mojej pracy ale gdy trafi się okazja to chętnie pływam ze znajomymi kajakiem...oczywiście po rzece Łupawie.Uczęszczam również na polowania.

Sl:Jako mieszkaniec Łupawy co chciałby Pan zmienić we wsi?

JH:Łupawa jako wieś podoba mi się bardzo i raczej nic bym tu nie zmienił,mam tu wielu znajomych i myślę,że również jestem lubiany.Nikomu nie wchodzę w drogę.Staram się ze wszystkimi żyć w zgodzie.Nie podoba mi się bałagan wokół ogólnie dostępnych śmietników oraz za rzadka częstotliwość ich opróżniania.Mam nadzieje,że to w przyszłości się poprawi.

Elektrownia wodna w Łupawie teraz i kilkadziesiąt lat temu.


Tekst i foto:

zima80-www.solectwolupawa.pl