Gdy generał Łubieński jadł śniadanie na poczcie w Łupawie,zażyczył sobie flaszkę rumu i dwie flaszki wina.

Żołnierzom dano m.in.tonę kartofli.Napoleońska armia biła się dzielnie,ale lubiła też dobrze zjeść...

 



 

 

Pierwszy korek na szóstce

W dobie wojen napoleońskich,a konkretnie na jesieni 1806 roku na trakcie komunikacyjnym dziś będącym drogą krajową nr 6 doszło po raz pierwszy

w dziejach do korków.Był to jeden z głównych szlaków przemarszów ówczesnych wojsk.Już wiosną 1806 roku tędy,m.in.przez Łupawę,wracali do domów z Europy

Zachodniej żołnierze rosyjscy.22 marca 1806 roku pewna ich grupa zatrzymała sie w Słupsku i stąd została rozkwaterowana po okolicznych wioskach.

Po wyznaczonych na kwatery w rejonie Łupawy wysłano pewnego łupawskiego chłopa,który pokazał im drogę.Przyprowadził 6 oficerów,161 żołnierzy i 167 koni.

Kolejne oddziały rosyjskie ściągnęły do wsi 26,27 i 28 marca.

Na mieszkańców Łupawy nałożono tez obowiązek dostaw do magazynów wojskowych,urządzonych w Słupsku i Ustce.Łupawa transportowała owies

do Ustki,a Darżyno-do spichlerzy w Słupsku.

Następce tronu ''przebijał się'' przez Lębork


Już w październiku tego samego roku mieszkańcy wsi obserwowali paniczną ucieczkę resztek wojsk pruskich i urzędników berlińskich do Prus Wschodnich.

Między innymi tędy wiodła droga ucieczki 12-letniego pruskiego następcy tronu,jego czworga młodszego rodzeństwa oraz czworga kuzynek i kuzynów.

Towarzyszyła im siostra pruskiej królowej,księżniczka Fryderyka,hrabina Voss oraz wychowawca książąt,Delbrueck.24 października ten orszak dotarł do Lęborka,

potem do 1 listopada przebywał w Gdańsku,by następnie stąd ruszyć do Królewca-docelowego miejsca schronienia.

Jak wyglądał Lębork,zapisał w swoich wspomnieniach,wydanych w 1867 roku Karl Hoene,jeden z uciekinierów."Wiele setek powozów przez wiele dni

przemierzały tę trasę.Tłok taki.że ciężko było się przepchnąć.I w tym wszystkim książęta,ministrowie,generałowie,wyżsi radcy,a także wielu żołnierzy,bez dowódców,

przedzierających się na własną rękę.Brał smutek i niepokój,gdy się na to patrzyło"-zapisał.

A tym czasem Łupawa i okoliczne wioski wciąż służyły jako miejsca noclegowe dla wojska i uciekinierów cywilnych.6 listopada zatrzymał się tu m.in.

pruski oddziałek konwojujący kasę wojskową."Przybywali późnym wieczorem,a już wczesnym rankiem wyjeżdżali"-zapisał Selke.

 

Biwak w lutym


Tymczasem na Prusy wschodnie ściągały już głównie siły francuskie,a w pasie Kołobrzeg-Gdańsk,obejmującym także tereny powiatu słupskiego,

lęborskiego i bytowskiego,rozpoczęła się bitwa podjazdowa między pruskimi partyzantami a polskimi powstańcami z Wielkopolski i Mazowsza,wspieranymi przez

regularne oddziały polskich legionistów.W II połowie lutego oddział generała Sokolnickiego przez Chojnice,Bytów i Dębnicę Kaszubską doszedł do Słupska,

który zajął po dramatycznej,nocnej bitwie,pełnej zaskakujących i niespodziewanych zwrotów akcji.

W tym czasie niewielki polski oddział pojawił się także w Łupawie.Tędy wiódł wówczas główny trakt komunikacyjny i tu znajdował się most przez Łupawę.

Polacy mieli najpewniej za zadanie strzec tego mostu i nie dopuścić do przeprawienia się po nim kolejnych oddziałów partyzanckich oddziału hrabiego von Krockow.

Hrabia planował wysłanie ich z Gdańska celem wzmocnienia obsady Słupska.W czasie gdy miasto zostało zaatakowane przez 1700 żołnierzy Sokolnickiego,broniła

go tylko około 200-osobowa kompania oddziału Krockowa.

Polacy w Łupawie pojawili się już 17 lutego,a więc dzień przed rozpoczęciem bitwy o Słupsk."Właściwie nie kwaterowali po domach,tylko biwakowali"-pisał

o tym zimowym okupowaniu wioski przez polskich żołnierzy niemiecki regionalista.

Przy okazji mimowolnie zanotował ciekawy szczegół,świadczący o tym,że we wsi żyli jeszcze mieszkańcy znający język polski.Kwatermistrz polskiego oddziału,

niejaki Baliński,wystawiał wieśniakom i właścicielom okolicznych  majątków pokwitowania rekwizycyjne,które dzierżawca z Łupawy,niejaki Werther,tłumaczył

na niemiecki.

Płyny na rozgrzewkę

Selke cytuje treść jednego z zarządzeń naszego kwatermistrza.70 litrów gorzałki,2 beczki piwa,do tego sporo masła,kaszy gryczanej,jajek,tonę kartofli,

pół tony brukwi,12 kur,12 kaczek,6 tłustych baranów,a także delikatesy:12 wędzonych gęsich piersi i 12 kiełbas.I ma być to być dostarczone do dworu

jeszcze dziś,pod karą egzekucji-napisał na jednym z kwitów przechowywanych jeszcze przed wojną w pałacu w Łupawie kwatermistrz Baliński 22 marca 1807r.

ale,jak skrzętnie odnotowano w dworskich papierach,polacy mieli jeszcze dodatkowe żądania.Już pierwszego dnia,gdy tylko przybyli do wsi,nakazali

łupawskiemu dzierżawcy dostarczyć ze dworu na ten swój biwak m.in.6 flaszek wina,2 flaszki rumu i na zagrych 6 wędzonych piersi gęsich,6 kiełbas z surowego

mięsa.Biwakowanie na mrozie najwidoczniej wzmagało zapotrzebowanie na dodatkowe kalorie.

23 lutego generał Łubieński jadł w budynku poczty śniadanie.Zażyczył sobie ze dworu butelke rumu,2 butelki wina,2 wędzone piersi gęsie,20 kiełbas i 2 chleby.


 

Uczty w łupawskim pałacu

Te wszystkie szczegóły pobytu  polskich żołnierzy w Łupawie w 1807 roku znamy dobrze,bo znający dobrze język polski dzierżawca Werther skrupulatnie

odnotowywał świadczenia na ich rzecz.W międzyczasie jednak został wypuszczony z francuskiej niewoli,do której dostał się pod Lubeką,podpułkownik von Bonin,

właściciel Łupawy i zarazem oficer słupskiego pułku huzarów.Polacy wstrzymali rekwizycje z jego majątku,bo jak pisze Selke,mieli respekt do dokumentów,

podpisanych przez francuskiego generała Hulina.Podpułkownik von Bonin został przez niego wypuszczony na słowo honoru.Generałowie Trzebuchowski i Łubieński

zakazali podwładnym zabierać rzeczy ze dworu,ale von Bonin i tak ponosił wydatki związane z okupacją wsi przez Polaków,bo codziennie gościł przy swoim stole

polskich oficerów.Musiał też podstawiać furmanki  z folwarku do przewozu dóbr z innych gospodarstw,transportowanych przez Polaków do magazynów wojskowych.

Gdy pod koniec lutego nasi ewakuowali się z Łupawy,aby zabrać nagromadzone przez nich zapasy,trzeba było im podstawić aż 100 sań.W dodatku,jak wynika

z akt,niektórzy działali na własną rekę.Pewien polski wachmistrz skonfiskował w Karżnicy 12 baranów.

 

Rachunek za okupację

Tymczasem przez Łupawę nadal przewalały się inne oddziały wojskowe.Zaraz po odejściu Polaków pojawił się tu mały oddział partyzantów Schilla.W okolicy dochodziło

do potyczek miedzy tymi partyzantami a Francuzami,Saksończykami i polakami w służbie Napoleona,pilnującymi przepraw i szlaków komunikacyjnych.Najbardziej

krwawa miała miejsce pod Mianowicami.Natomiast w łupawskim zamku Canitz,opuszczonym przez właścicieli,zainstalował się na kilka tygodni francuski kapitan z 21

żołnierzami i przebywał tu aż do lipca.Francuzi dewastowali obiekt.Uspokoili się dopiero gdy dzierżawca Werther dostarczył im trunków i żywności.Aż do kwietnia

następnego roku stacjonował tu francuski oddziałek zabezpieczający stację poczty wojskowej.Prusacy odnotowali w swoich dokumentach bodaj każdy wędzony

półgęsek i każdą kiełbasę zjedzoną przez tych okupantów,i każdą wypitą flaszkę wina.I pamiętali o tym jeszcze w 1939 roku.

 

 

 

źródło:Marcin Barnowski - Głos Pomorza

foto:reprodukcje Google Grafika - Kossak Juliusz i Wojciech